Podróże covidowe – Rumunia

Poprosiłam szefa o tę delegację. Nie mogłam już wytrzymać w biurze. Pracuję w eksporcie, ile czasu można rozmawiać z klientami tylko wirtualnie? Szef się zgodził.

Na home office było fajnie na początku. Wiadomo, człowiek śpi godzinkę dłużej, a zaraz po pracy może np. zacząć kurs hiszpańskiego on-line (ja tak robiłam). Można wyjść z psem 4 razy w ciągu dnia, można ćwiczyć wirtualnie i … podjadać. Na szczęście od 01.06. biuro działa od nowa i zbędne kilogramy udało się zrzucić. Jednak, ponieważ podróż wpisana jest w mój zawód, czegoś brakowało, więc byłam bardzo podekscytowana pierwszą delegacją w dobie covidu.

Wyruszyłam z zapasem, choć mieszkam 10 min. od lotniska. Doświadczenie nauczyło mnie jednak, że w lipcu są tłumy na strefie bezpieczeństwa. A tu pustki! Balice aż się domagały pasażerów. Przeszliśmy bramki w 5 minut, miałam pół-przyłbicę, podobnie jak większość obsługi lotniska. Przy gate’ach też pustki i co drugie siedzenie oznaczone jako niedozwolone. Moja przyłbica dla LOTu też okazała się niedozwolona, ale już w Wizzair z Warszawy do Krakowa zyskała pełne uznanie.

Balice 27.07.2020
Balice 27.07.2020

Ciekawy był dobór miejsc w samolocie, takie skupiska ludzi po 8-10 osób, a wokół pustki. Mimo tego stewardesy podkreślały, że nie należy się gromadzić i trzeba zachować społeczny dystans. Kolega z pracy zamienił się z moim współsiedzącym, gdyż stwierdziliśmy, że w biurze wystarczająco wymieniamy się wirusami i bakteriami. Pasażerowie siedzieli w maskach, podzieliwszy się na 3 grupy: „nie noszę” – była taka jedna pani, dość młoda, i wodziła wyzywającym wzrokiem po pozostałych, zazdrościłam jej; „noszę” ok. połowy; „oszukuję” – większość, czyli ci, co noszą, ale permanentnie zsuwają z nosa albo i z brody.

Rumunia nas oczarowała. Bukareszt uchodzi za miasto brzydkie i wszyscy o tym wiedzą, ale wieczorem zyskuje. Poza tym ma ukryte wspaniałe miejsca wśród blokowisk na przykład odkryliśmy rodzinną restauracyjkę, w której smacznie zjedliśmy w ogródku, a ponad naszymi głowami zwisały kwiaty z balkoników i pociły się zraszacze.

Restauracyjka w Bukarezcie.

Jeśli chodzi o podejście, to w każdym sklepie sieciowym (Metro, Auchan, Carrefour itp.) mierzono temperaturę przed wejściem, a ludzie przestrzegali noszenia maseczek. Natomiast w Rumunii cały czas zakazane jest organizowanie wesel. Publiczne dysputy na temat dozwolonej liczby osób na weselach i ustalanie limitu 100 czy 150 osób w strefach zagrożonych w Polsce jest po prostu śmieszne, jak zresztą cała otoczka tzw. „pandemii”. Hotel w Bukareszcie zamknął również basen kryty, zostawił otwarte oczko z wrzeszczącymi dziećmi. Zastanawiałam się, kto spędza czas w lipcu w Bukareszcie w hotelu i nie doszłam do żadnych odkrywczych wniosków. Ale całe rumuńskie rodziny walały się na hotelowych leżakach.

Naszym głównym zadaniem był store-check, czyli badanie rynku w polu. Zjechaliśmy ważniejsze sklepy w Bukareszcie, Braszowie i Ploesti, przy każdym przystanku fotografując się w co bardziej urokliwych miejscach. W Bukareszcie wieczorem warto zobaczyć fontanny na drodze do Pałacu Ludowego. Wart zwiedzenia jest sam Pałac Ludowy czy też Pałac Parlamentu, również znany jako Pałac Caucescu, ostatniego dyktatora Rumunii, socjalistycznego Geniusza Karpat. Byłam w nim ok. 10 lat temu, jest to dzieło niedokończone, monumentalne i nikomu niepotrzebne; pod budowę pałacu wyburzono szereg domków jednorodzinnych i wysiedlono rodziny; a jednak pozostanie jako wielki zabytek epoki socjalizmu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *