Dniepropietrowsk

  • by

Pod koniec grudnia wyskoczyła delegacja do Dnipro, czyli do Dniepra, czyli do Dniepropietrowska. Jeśli ktoś pracuje w FMCG, to może się domyślić, do której największej sieci sklepów tam jeździłam.

W ukraińskim Dniepropietrowsku byłam 2 razy, jakieś 8-10 lat temu. Zawsze było lato, zawsze były nowe strojki, piękne dziewczyny na Nabierieżnej (rzeka Dniepr jest najpiękniejsza i najszersza właśnie w tym mieście), kiedy byłam, to wszystkie stacje grały piosenkę Wierki-Serduszki „A ja idu takaja wsia Dolce-Gabbana” czyli „Idę ubrana cała w Dolce-Gabbanę”. No generalnie było pięknie, a ludzie pełni nadziei.

Cały urok Dniepropietrowska to rzeka.

Teraz po wylądowaniu aż się wzdrygnęłam. Nie było śniegu, a wiadomo, że śnieg tudzież wiosenne liście przykrywają cały brud i biedę miasta. Lotnisko nic się nie zmieniło, czyli przypomina dalej dawny zapyziały dworzec we Lwowie, jest tu pusto, ciemno i straszno. Chociaż – rewelacyjnie działa wi-fi, bez żadnego hasła, to się potwierdziło również w małych knajpkach – pod tym względem – Europa.

Zamówiłam Ubera, którego polecam wszystkim na Ukrainie jako najtańszy i najszybszy środek transportu. Jeśli komuś zależy tylko na cenie, to oczywiście działa całkiem dobry transport miejski. My też raz przemieszczaliśmy się autobusem, co kosztuje grosze – w Dnieprze jakieś 2 złote, a ma się okazję pogadać z narodem. Naród narzeka na obecne porządki i ekscytuje się odkryciem, że tym samym autobusem jadą goście z Kijowa (mój dystrybutor), a może z Zachodu? (Polska, pamiętajcie, jest na Zachodzie).

Jechaliśmy z tego lotniska do hotelu Light, w centrum, niedaleko od rzeki (oczywiście nie było czasu iść nad rzekę, za to całą noc wył naddnieprzański wiatr). Gdyby to nie był Uber, to umarłabym ze strachu, bo sceneria wręcz wołała o zbrodnię. Pusta droga, uschnięte, powykręcane drzewa, porzucone żyguli, ciemność… Kierowca zapytał: „A wy pierwszy raz w Dniepropie… blin… w Dnieprie?” Ludzie ze wschodu Ukrainy nie tylko nie przyzwyczaili się do nowej nazwy miasta, to minie 100 lat, zanim zaczną mówić po ukraińsku. Miasto założyła Katarzyna Wielka w 1787 roku pod nazwą Jekaterynosław, a ukochany carycy, Grigorij Potiomkin, snuł wielkie plany uczynienia z niego trzeciej stolicy rosyjskiego imperium. Plany te pokrzyżowała śmierć Potiomkina i, wkrótce, również Katarzyny. 10 lat po założeniu Jekaterynosław przemianowano na Noworosyjsk, stolicę guberni o takiej samej nazwie. Do Jekaterynosławia powrócono w 1802 roku, ale miasto stawało się coraz bardziej prowincjonalne. Nowe życie przyniosło uprzemysłowienie i rozwój kolei w latach 80-tych XIX wieku. Jekaterynosław połączono mostem kolejowym z Donbasem, otwarto zakłady metalurgiczne. Nic dziwnego, że rewolucja październikowa spotkała się tu z dużym proletariackim poparciem, a na cześć jednego z wyróżniających się robotników, rewolucjonisty Pietrowskiego, zmieniono nazwę miasta na Dniepropietrowsk. Podczas II wojny światowej Dniepropietrowsk znajdował się aż 2 lata pod niemiecką okupacją, a walki o jego wyzwolenie były krwawe. Za to w powojennym ZSRR Dniepropietrowsk przeżywał prawdziwy rozkwit, nie tylko jako centrum przemysłowe, ale też ośrodek kulturalny i naukowy. W 1981 dorobił się się również metra, mieszkańcy żartują, że jest to najkrótsza linia metra na świecie, ale nie znalazłam potwierdzenia tego rekordu.

Faktycznie krótkie to metro…

Po rozpadzie ZSRR Dniepropietrowsk znalazł się w granicach Ukrainy i po ponad 20 latach, w 2016 roku padł ofiarą dekomunizacji (nazewnictwa). Zmiana nazwy na Dniepr (ukr. Dnipro) kosztowała miliony hrywien, ponad 90% mieszkańców było absolutnie przeciw, ale pęd do zmian nazw znamy i ze swojego podwórka, więc nie ma się co dziwić. Był co prawda jeden radny w Wierchownej Radzie, który proponował, żeby zostawić Dniepropietrowsk, tylko dorobić do niej legendę o pochodzeniu od św. Piotra, ale został wyśmiany i odżegnany od czci i wiary. W ubiegłym roku z kolei województwo dniepropietrowskie stało się województwem Syczesławskim. Jako ciekawostkę podam, że choć rosyjski Leningrad powrócił do nazwy Sankt Petersburg, to województwo nazywa się nadal leningradzkim, podobnie jak swierdłowskie przy Jekaterynburgu.

Przeżyłam dojazd z lotniska i spotkania biznesowe również. Wraz z ukraińskimi przyjaciółmi (biznesowymi, od dystrybutora) postanowiliśmy się rozluźnić (rasslabić) i zwiedzić centrum Dniepra. Miałam nieodparte wrażenie, że dla mieszkańców Kijowa miasto Dniepr jest bardzo egzotyczne. Jako punkt główny wskazano nam CUM czyli w PRL-u Pedet, czyli taką główną galerię handlową. Stałą tam całkiem imponująca choinka, było dużo ludzi i światełka. Jednak, jeśli się przyjrzeć zdjęciu, widać straszne pęknięcia chodnika…

Swieta i ja.

Wracałam w Wigilię. Siergiej i Swieta kazali być 2 godziny przed lotem do Kijowa (o 9.00). „A bo to nigdy nie wiadomo, czy nie zmienią rozkładu..” Zwłaszcza, że to były tanie linie Windrose (Róża Wiatrów, z czystym sumieniem mogę polecić jako wygodne i bezpieczne). Przybyłam do ciemnego budynku, złapana ziewająca urzędniczka kazała siąść za barem i czekać do ósmej.

Lotnisko w Dniepropietrowsku o 7 rano.

Ku mojej radości zjawił się jeszcze jeden Polak, młody lekarz wdrażający standardy WHO i UE na wschodzie Ukrainy. Bardzo sceptycznie odnosił się do możliwości zmian na lepsze. Najgorsza sytuacja jest podobno w szpitalach psychiatrycznych, „w naszych schroniskach dla psów są lepsze warunki niż tu dla ludzi”.

Samolot w Krakowie wylądował bez opóźnienia, oprócz mnie lecieli sami Ukraińcy. Zdążyłam jeszcze upiec ciasto. Smutno mi, kiedy pomyślę o biednym i wciąż rozkradanym wschodzie Ukrainy. No cóż, same zmiany nazw nie wystarczą…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *