Czy psy rozumieją języki?

Wcale nie mam psa.

To pies ma mnie.

Kiedy byłam w szkole podstawowej, w PRL-u, Mama wzięła suczkę, Figę. Figa uznawała tylko Mamę jako przywódcę stada. Kiedy Mama wracała ze szkoły (nauczycielka polskiego) do domu, Figa tak się cieszyła, że podsikiwała. Mama nauczyła Figę wychodzić za potrzebą na balkon, kiedy nie można było jej wyprowadzić. Figa coś zjadła kiedyś na dworze (nie na polu, bo to było w Gliwicach) i dostała krwawej biegunki. Kiedy wracałam ze szkoły, cała podłoga w kuchni zalana była Figi odchodami. Jakoś było to dla mnie naturalne, że ją po prostu przytulałam i sprzątałam. Potem Figa zmarła, byłyśmy u weterynarza, który nie umiał jej pomóc. Zresztą wtedy tak się nie przejmowano psami jak teraz. Tak samo nie przejmowano się wtedy dziećmi, a jednak jakoś wyszliśmy na ludzi 🙂 Ojciec poszedł rano w niedzielę pochować Figę pod drzewem naprzeciwko akademika Solaris. Potem do naszego mieszkania zapukało SB, bo dom był obserwowany ze względu na jakąś tam (mizerną) działalność ojca w Solidarności. Myśleli, że zakopywał jakieś tajne materiały, dobre sobie.

Potem długo nie chciałam mieć psa.

Murzyna do domu przyprowadził mój pierwszy mąż, Andrzej. Wziął go z targu. Razem z glistami i tasiemcem. Bardzo kochałam tego pieska, ale bardziej kochałam rocznego synka. Trudną i najlepszą decyzję podjęła moja teściowa, oddając Murzyna w dobre ręce na wieś pod Kalwarią.

Nigdy więcej psa.

Ale na początku 2017 roku mój syn, mieszkający już kilka lat poza domem, pokłócił się z dziewczyną i przypomniał sobie o matce. Przybył z jedną walizką i z Sabą. Saba wyglądała jak wypłosz, biegała wte i wewte z nastroszoną sierścią. Saba okazała się niefortunnym podarunkiem wnuków dla starej babci, mieszkającej gdzieś we wsi na południu Krakowa. Babcia miała ponad 80 lat i ani chęci, ani siły do zajmowania się kundlem. Saba stała całymi dniami przy bramie na łańcuchu, robiąc pod siebie. Paweł się wściekł i po prostu odczepił ją i wziął. Wiadomo więc, że była z nim już związana nierozerwalnie.

Jest to psinka grzeczna, cierpliwa i ogromnie szczekliwa. Jak się boi, to szczeka i udaje groźną. Ma wielu psich i ludzkich przyjaciół na osiedlu, ale trafiają się też osoby szczególnie wrażliwe na jej szczeki i groźną 13-kilogramową posturę. Jedna babka postraszyła mnie policją, jak pies na nią tak będzie szczekał. Druga, właścicielka yorka z czerwoną kokardką na czubku głowy, powiedziała, że takie duże psy jak Saba należy prowadzać w kagańcu. I w ogóle to jej pieska ciągle jakieś wredne psy z osiedla gryzą. No wiem, że Saba jest nerwowa, ale tej babki nie lubię. I niech sobie wzywają policję. Będę bronić mojej Saby. Na szczęście jeszcze całkiem nie zgłupieliśmy, chociaż jesteśmy w Unii, mamy Rodo i inne głupie przepisy. Mam z tuzin sąsiadów, którzy kochają Sabę, a ich psy radośnie z nią się bawią. A mój piesek jest najlepszy na świecie. I jeszcze się pochwalę, że najszybszy. Biega jak wypuszczona kometa, podobno jej tata był chyżym foksterierem 🙂

Paweł pojechał do USA i zostawił psa. Co za nieodpowiedzialność. Chociaż z jego punktu widzenia wszystko jest w jak najlepszym porządku. Zostawił pieska w najlepszych rękach. Po pracy staję się najlepszym krążownikiem szos krakowskich, żeby dotrzeć do domu i wyjść na spacer. Saba powinna dostać medal. Wytrzymuje 9 godzin sama. A potem są łzy i miłość największa. Kiedy jadę w delegację, przybywa Mama.

No i właśnie. Psy rozumieją języki. To sprawdzone. Kiedy przyjechał Misza i mówił do Saby po rosyjsku, była co najmniej zaintrygowana. Ja czasem też do niej coś powiem po rosyjsku i widzę, że ona to rozumie, że to taki tajny nasz kod. Sąsiadka ma teraz dziewczynę z USA w ramach programu wymiany młodzieży. I ta Jessika (chyba) mówi mi na spacerze z psem sąsiadki, że musi mówić do niego polskimi słowami, żeby zrozumiał. Psy są mądre. I to naprawdę najlepsi przyjaciele.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *