Tajemnicze stacje moskiewskiego metra

Jechałam sobie niemiecką S-bahną do stacji Kolonia-Deutz albo inaczej na targi. I zamarzyłam o podróży moskiewskim metrem… za którym tęsknię.

O moskiewskim metrze napisano tysiące artykułów, odkryto metro-2 czyli tajne podziemia, powstały książki „Metro2033” i „Metro2034”; metro w Moskwie jest najbardziej efektywnym środkiem transportu (tam, gdzie dochodzi, a swoje macki zapuszcza coraz dalej); jest też tajemnicze i … piękne.

Uwielbiam jeździć metrem w Moskwie. Po pierwsze jest to najwygodniejszy i najtańszy środek transportu, a korki mu nie straszne. Bilety po 40 rubli (ok.3 złote, chyba, że ostatnio podnieśli), a jeśli zakupisz abonament to i po złotówce cię wyjdzie. Abonamenty, bilety i cały system jest bardzo prosty. Są 2 ale, ale tylko dla osób nie znających rosyjskiego. Bo takim będzie ciężko dogadać się z kasjerkami. Chociaż na pewno znajdą się Rosjanie, znający języki obce, którzy z wielką chęcią pomogą. Drugie ale to brak możliwości płacenia kartą. No ale przy takich sumach!

Moskiewskie metro jest niezwykle czytelne, świetnie zorganizowane (linia kolcewaja, brązowa – to okrąg łączący wszystkie stacje, właśnie powstaje jej dubler) i łatwo się w nim zorientować. Wg mnie nie sposób się w nim zgubić. Na każdej stacji wiszą tablice z nazwą stacji, kierunkami docelowymi i przesiadkami. Dla porównania, metro w Petersburgu to była dla mnie czarna magia, bo tam trzeba się orientować tylko po stacji docelowej. No dobrze, oczywiście jest to wszystko w cyrylicy, tak więc uczcie się rosyjskiego. Wiele wagonów jest klimatyzowanych (chociaż ja lubię te najstarsze) i wszystkie oferują bezpłatny wi-fi (oczywiście wprowadzono obowiązek rejestracji).

W wagonach można zaobserwować niesamowite indywidualności. Gospodynie domowe odziane w futurystyczne szaty. Młodzież, która czyta książki, zamiast przeglądać smartfony (zdarza się – tzn. ci z książkami). Urzędników w wytartych garniturach, z poczuciem wyższości na twarzy. Wszelkiego rodzaju frików i wariatów. Kaukaskich i dalekowschodnich imigrantów w dresach. I cudne, cudne moskiewskie dziewczęta, świeże, wypachnione i wyszykowane w oczekiwaniu na bliską przygodę. Randka w metrze to częsty widok, on sunie z kwiatami, ona z nowym manikiurem; przecież stacja stanowi najlepszy punkt orientacyjny.

Zapach metra – uwielbiam! To zapach podróży i przygody w wielkim mieście. Wiatr i przeciąg. Schronienie przed mrozem i upałem. Zapach rozgrzanych torów kolejowych, zabieganego tłumu i nieznanego. Nowe stacje pachną farbą i nowoczesnością, stare – historią. A każda ze starszych stacji wygląda jak małe muzeum i faktycznie nim jest.

Oto słynny przystanek Площадь революции czyli Plac Rewolucji (Sokolniczeskaja linia czerwona, najstarsza i moja ulubiona).  Na tej stacji można wypowiedzieć 10 życzeń, które na pewno się spełnią, przy pewnych warunkach. Pełno tu rzeźb, wśród nich – pies pogranicznika. Jeśli potrzesz mu nos, wszystko ci się uda. A najlepiej potrzyj nosy wszystkich rzeźbionych tutaj psów. Zauważcie, jak błyszczą ich nosy od wiecznego pocierania 🙂

Metro-nos

Zostańcie tu jeszcze chwilę, podejdźcie do kobiety z kogutem i pogłaskajcie go po grzebieniu. Powodzenie finansowe murowane.

kogut

Teraz do studentki-komsomołki. Jej nie ważcie się pocierać niczego wyżej butów. Na Placu Rewolucji zobaczycie jeszcze kilka takich figur. I możecie wyjść stąd w bardzo dobrym humorze.

studentka

Z kolei stacja Białoruska, otworzona w 1952 roku, z której odchodzi aeroekspress na lotnisko Szeremietiewo (zwykły pociąg z drogimi biletami – 420 rubli – z racji pięknego czerwonego koloru wagonów) uznawana jest za talizman ludzi wyjeżdżających na wczasy. Dziewuszka, udająca się do kurortu i marząca o letnim romansie, powinna potrzeć bębenek karabinu białoruskiego partyzanta. Można też uścisnąć rękę starego, siedzącego partyzanta, przyniesie to powodzenie w interesach.

Białoruscy partyzanci
Białoruscy partyzanci

Na stacji Dynamo, która podczas 2-giej wojny światowej służyła jako schron dla pobliskich mieszkańców, znajduje się 60 płaskorzeźb sportowców, m.in. kulomiot, skoczek wzwyż, piłkarz, tenisistka, łyżwiarka figurowa, narciarz. Studenci szkół sportowych robią tu obowiązkowy przystanek, żeby postać choć chwilę przy szczęśliwej figurce „swojego” sportu. Dzięki temu łatwiej zwyciężą w danej dyscyplinie!

gimnastyczka artystyczna
gimnastyczka artystyczna

A czy wiecie, że na stacji Kijowskiej (kolcewoj), na słynnej mozaice pt. „Bitwa o radziecką władzę na Ukrainie” czerwonoarmista rozmawia przez komórkę? To żadne żarty, żołnierz faktycznie trzyma w ręku pierwszy przenośny telefon FF-17, wyprodukowany w Niemczech w 1910 roku. Chociaż niektórzy pasażerowie wierzą, że żołnierz ten stanowi symbol podróży w czasie.

kij

No bo skąd udawać się do innego wymiaru, jeśli nie z którejś stacji moskiewskiego metra właśnie?  Znajdzie się wielu chętnych pasażerów, którym udało się pojechać w głąb ziemi lub przemieścić się do lat 60-tych czy 70-tych. Na przykład koło stacji „Krasnyje Worota” (Czerwone Wrota) regularnie przejeżdża wagon z ludźmi, którzy jadą metrem po raz pierwszy, zaraz po jego otwarciu. Świadczy o tym ich odzież i niezwykłe podniecenie. Z kolei między stacjami Park Izmajłowski a Pierwomajską (Pierwszomajową) przemykają czasem konno białogwardziści. Aha, w trakcie tego typu zdarzeń zegarki na rękach zatrzymują się.

Ponadto w metrze mieszkają szczury-mutanty, o rozmiarach niewielkich psów. Lubią przebywać w ciemnościach, czasem przegryzają kable i powodują wykolejenie się wagonów.

Czy słyszeliście legendę o czarnym maszyniście? Kilkadziesiąt lat temu (fakt) wagon metro wypadł z szyn i zapalił się. Maszynista wyskoczył z kabiny i rzucił się na pomoc pasażerom, nie zważając na rany i oparzenia. Później zmarł w szpitalu, ale jego duch chodzi do tej pory po torach i domaga wyjaśnienia tamtej sprawy.

Metro budowano wg konkretnego planu, nie uwzględniającego cerkwi czy cmentarzy. Nic więc dziwnego, że duchy mnichów i mniszek czy też żołnierze wszelkich wojen błąkają się teraz w podziemiach. Nie mówiąc już o zamęczonych więźniach w okolicy stacji Łubianka.

lubyanka-09

Ciekawą instytucją jest pani „schodowa”, która siedzi w budce u podnóża ruchomych schodów i bacznie obserwuje pasażerów. W godzinach pik, czyli najbardziej natężonego ruchu, wygłasza ona przez głośnik jakże pożyteczne komendy: Stać prosto, nie przepychać się! Nie spieszyć się! Zostawić lewą stronę wolną! A jechać można długo, stacje położone są na minimum 100 m w głębi, można wykorzystać ten czas na ukradkowe przytulanie się z ukochanym 🙂

Kiedy pani nawigująca schodami nie mówi, często puszczana jest podniosła i motywująca muzyka największych rosyjskich klasyków (choć i polskie utwory się zdarzają).

Na każdej stacji powinna znajdować się czarna, duża, żelazna skrzynia o niewiadomym przeznaczeniu. Otóż jest to skrzynia na bomby. Kiedy ochrona znajdzie bombę, wrzuci ją po prostu do tej skrzyni i teraz bomba będzie sobie mogła wybuchnąć bez szkody dla ludności.

Teraz już będziecie wiedzieć, o co chodzi.
Teraz już będziecie wiedzieć, o co chodzi.

W dzisiejszym moskiewskim metrze czuję się bezpiecznie i dobrze. Wyjątkiem są wspomniane godziny pik, gdzie tłum wyznacza tempo i kierunek przesiadek, a walka o dostanie się do wagonu jest taka sama jak… wszędzie indziej na świecie.

Moja ulubiona stacja to Jugo-Zapadnaja (Południowo-Zachodnia) z 1963 roku. Jest brzydka i nijaka, ale przez długi czas stanowiła dla mnie granicę między straszną Nową Moskwą a wielką stolicą.

Zdjęcia: runet

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *